poniedziałek, 31 maja 2010

O tym, jak kupiliśmy stary dom


Na początku maja 2009 roku natrafiłam w Internecie na ogłoszenie o starym domu, położonym w malowniczej wsi, w którym na dodatek już można zamieszkać, za całkiem rozsądne pieniądze… Nie, żebyśmy szukali domu, co prawda średnio kilka razy w miesiącu rozmawialiśmy o starym, klimatycznym domu, któremu moglibyśmy przywrócić dawny urok... Później stawało na tym, że przecież mamy działkę w górach i będziemy budować ... Jednak z drugiej strony, co nam szkodzi pojechać i zobaczyć? Tak też się stało… i choć dom nie był do końca taki, jak byśmy chcieli (za blisko ulicy i faktycznie można w nim było zamieszkać, ale tak naprawdę wymagał dużego remontu) zrobiliśmy listę plusów i minusów i wyszło, że - nie chce być inaczej: kupujemy !!! Zaproponowaliśmy cenę i właściciel miał przemyśleć do niedzieli, czy akceptuje naszą ofertę (działo się to w piątek).

Może to szalone, że zdecydowaliśmy się od razu, ale wyznajemy zasadę: że albo się coś czuje, albo nie … wcześniej tak samo kupiliśmy działkę, decyzję podjęliśmy w jeden dzień (choć szukaliśmy pół roku).

Powracając do wątku: Przez cały weekend nasze myśli krążyły wokół tego domu, gdy przyszła niedziela ośmieliłam się pomyśleć … mamy dom!! M. ostrzegał, żebym się tak nie napalała, że jeszcze nic nie wiadomo, że jak ten dom ma być nasz – to będzie, jeśli nie – to nie… Jak zwykle miał rację … O umówionej godzinie zadzwonił do właściciela … i okazało się, że pojawił się jakiś Niemiec, który płaci gotówką i w takim razie oferta jest nieaktualna ... chyba, że będziemy się licytować. Spojrzeliśmy po sobie i powiedzieliśmy: NIE, nie damy za ten dom więcej. Jak się później okazało dom często zmieniał właścicieli. Teraz dziękuję Bogu, że tak się stało, choć wtedy było mi bardzo smutno.
M. mówił: poczekajmy kilka lat, wybudujemy się w lesie … wszystko pięknie … tylko ja nie chciałam czekać. Na budowę nie było nas stać, chyba że zdecydowalibyśmy się na potężny kredyt, co innego z kupnem starego domu: sprzedalibyśmy działkę, mieszkanie i byłoby i na dom i na remont …(Myślałam wtedy trochę naiwnie)

Teraz, jak to opisuję, to wydaje się to bardzo proste, ale czas od którego wyremontowaliśmy nasze mieszkanie, kupiliśmy działkę i pojechaliśmy obejrzeć ten dom - to 7 lat.

W międzyczasie, przed obejrzeniem tego domu, na który zdecydowaliśmy się od razu - obejrzeliśmy jeszcze dwa domy, ale jeden był za duży i miał za małą działkę, a drugi, choć pięknie położony, miał być po remoncie … okazało się, że był domem, w którym od 3 lat nikt nie mieszka…

Wracam do wątku: tej pamiętnej niedzieli M. obiecał mi, że znajdziemy nasz dom i to szybciej niż mi się wydaje. Zaproponował przeszukiwanie ogłoszeń Internetowych, znaleźliśmy jedno, które mogłoby wydawać się ciekawe, było tylko zdjęcie i nazwa miejscowości. Następnego dnia M. udał się na poszukiwania do owej miejscowości, ale nic takiego nie znalazł. Pojechał we wtorek znów, stwierdził, że jak jest już w tym regionie (wcześniej w ogóle nie braliśmy go pod uwagę) to pojedzie jeszcze do sąsiedniej wsi i się porozgląda. Natrafił na dom Sołtysa, stał tam jakiś chłopak, M. zapytał go, czy w okolicy są domy na sprzedaż, na to ten chłopak, że tak, niedaleko i że może pokazać. Jak powiedział tak zrobił, po kilku minutach M. wysiadł i zdębiał: to był TEN DOM ze zdjęcia, poznał po studni!!!! To był maj, pięknie, zielono i dom na końcu świata. Okazało się, że jest ktoś na podwórku. M. pożegnał się z chłopakiem „od sołtysa” i postanowił iść popytać, co i jak.
Właścicielka powiedziała, że dom jest na sprzedaż, ale tylko do czwartku, bo na czwartek jest umówiona umowa przedwstępna, ale, że jak damy „trochę więcej” to nam sprzeda, bo przecież każdy grosz się liczy… M. dzwoni do mnie, i mówi że mam się urwać z pracy i że zaraz po mnie będzie, bo … ZNALAZŁ!!! Ja cała w skowronkach, podekscytowana, M. po drodze zdaje mi relacje: dom jest na końcu ślepej drogi, nie ma bezpośredniego sąsiedztwa, jest jeden sąsiad, ale po przeciwnej stronie ulicy, więc nikt nie zagląda przez płot, nie jeżdżą auta. Za domem tylko pola, łąki i lasy, no i … tory kolejowe, ale na szczęście w bezpiecznej odległości. Gdy dojechaliśmy na miejsce, mmmhy, wszystko pięknie i cudownie, ale … trochę się przestraszyłam, dom był bardzo stary, dach jakby się zapadał, każdy kawałek blachy był w innym kolorze, no i… jeszcze wtedy nie byłam tak zakochana w Górach Izerskich, jak teraz. Wówczas po głowie chodziły mi tylko Karkonosze i tam też głównie szukaliśmy naszego miejsca na ziemi.
M. powiedział mi, że musimy dzisiaj podjąć decyzję, bo są inni chętni… Chyba nie zaskoczyło mnie to, w sumie to już się przyzwyczaiłam, z działką w lesie było dokładnie to samo, piorunem musieliśmy wpłacać zadatek, bo byli inni chętni. Decyzja zapadła błyskawicznie. Kupujemy.
O 22.00 pojechaliśmy do Właścicielki podpisywać umowę przedwstępną, o 23.30 byliśmy u jej brata, który był współwłaścicielem i także musiał złożyć podpis. Przy umowie okazało się, że jest więcej ziemi, właścicielka myślała, że jest 6000 mkw, okazało się, że jest prawie hektar, okazało się także, że teren za naszym domem jest objęty programem NATURA 2000 i że jest tam całkowity zakaz zabudowy kubaturowej – bardzo nas ucieszyły te informacje.
To był wtorek, w czwartek (wykorzystując termin tamtych pierwszych chętnych) podpisaliśmy u Notariusza umowę warunkową i staliśmy się posiadaczami (pod warunkiem, że ANR zrzeknie się prawa pierwokupu) domu z niecałym hektarem gruntu.
Reasumując: zdecydowaliśmy się na dom w jeden dzień, będąc w nim może 20 minut. Nie widział go żaden fachowiec, nikt…tylko My…

…Pozostało tylko sprzedać mieszkanie i działkę…

…Z mieszkaniem poszło bardzo szybko – kupili je nasi znajomi, nawet pozwolili nam mieszkać 3 miesiące, później umówiliśmy się, że będziemy je od nich wynajmować do momentu, kiedy nie skończymy remontu!!! (rzeczywistość okazała się trochę inna, w międzyczasie oni też znaleźli dom i nasze mieszkanie drugi raz zmieniło właściciela, a my od grudnia wynajmujemy mieszkanie w mieście, w którym pracujemy)
… Z działką też poszło szybko, sprzedaliśmy ją 08 czerwca 2009 roku, choć dla nas, to istny cud, to nie była działka komercyjna, kto chciałby mieszkać w lesie, 700m n.p.m. na działce ze skałami, bez drogi asfaltowej, sklepem oddalonym o 3km ??? Na szczęście znaleźliśmy takich ludzi (widać nie tylko my jesteśmy wariatami), zdecydowali się (tak, jak my) - w jeden dzień. Na dodatek - dysponowali gotówką.
Stwierdziliśmy jednogłośnie (bo nie wierzymy w przypadki) że ten dom… po prostu był nam pisany…był dla nas.
Po kilku tygodniach ANR zrzekła się prawa pierwokupu i 10 czerwca 2009 roku staliśmy się pełnoprawnymi właścicielami naszego domu, który to od tamtego czasu remontujemy...




22 komentarze:

  1. Swietna historia, widac, ze tak mialo byc :) Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak to chyba jest z Izerami. Myśli się o nich przez podstawówczaną kalkę ze zdjęciem zniszczonego kwaśnymi deszczami lasu, a potem...obrywa się jakimś starym domem jak obuchem w łeb i staje się ich niewolnikiem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak :) Na dobre i na złe...

    OdpowiedzUsuń
  4. Podoba mi się klimat na Twoim blogu, będę zaglądała częściej:) Może zechcesz wymienić się linkami? Twój link już u mnie jest:) pozdrawiam, Aneta:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Historia podobna do mojej, choc ja do starego domu doszlam poprzez darowizne mojej mamy, a dom byl wlasnoscia moich dziadkow i jest tak stary ze caly ledwo sie trzyma, ale chyba jednak sprowadze fachowca, ktory stwierdzi czy oplaca sie remontowac i czy wogole da sie jeszcze cos uratowac...:)
    Bede zagladac do Ciebie i sledzic Wasze postepy, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja tez zdecydowalam sie w ciagu 5 minut na zakup domu, a pokochalam go od pierwszej chwili. Czyli - milosc od pierwszego wejrzenia!?
    Bede zagladac, ciekawa historia!
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Wasze siedlisko jest iście bajkowe! Rozumiem doskonale fakt podjęcia decyzji w ciągu 20 minut... Chociaż my nad naszym domem zastanawialiśmy się...rok.

    OdpowiedzUsuń
  8. ja jestem na etapie kupna działki, też poza miastem, niedaleko staw, za działką las, kwota do zapłaty ogromna, nie wiem jak to zrobimy(money, money, money)ale już myślimy o niej -nasza, będę tu zaglądać żeby dodać sobie otuchy, że wszystko jest do osiągnięcia, powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  9. Anando, prawdę mówiąc ,ja też nie wierzę w przypadki - Wy i Wasz dom po prostu byliście sobie pisani - cieszę się ogromnie ,że do Was zajrzałam - cudne klimaty ,a dachówka gontopodobna pierwsza klasa - nas też czeka wymiana naszej....
    pozdrawiam dokładnie z drugiego końca Polski :-))
    Jola

    OdpowiedzUsuń
  10. Niesamowita historia!!!Mimo wszystko Wam zazdroszczę, ja się na to chyba nigdy nie odważę, główny powód brak zaplecza finansowego, nie mam co sprzedać;-)a banków nie chcę bogacić i do końca żyć z stresie bo nie o to chodzi mieszkając w takim klimacie. Ale podziwiam i będę do Was zaglądać i kibicować. Pozdrawiam gorąco

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak ja Was rozumiem - nie masz nawet pojęcia;))))

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo fajna sprawa z tym starym domem :) Takie domy mają swój klimat i duszę... Szukającym domku polecam ten adres, tutaj przykładowo Ustrzyki - http://www.klikmapa.pl/mieszkania-na-sprzedaz-podkarpackie-bieszczadzki-ustrzyki-dolne,p1,d3,s203490

    OdpowiedzUsuń
  13. Piękny dom, zajmująca historia zakupu. Podziwiam Was za zdecydowanie zakupu niemal "w ciemno". Izery mają jednak coś magicznego w sobie. Pozdrawiam, trzymam kciuki, będę tu zaglądał. Tomasz

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie nie...napewno nie tylko Wy jestescie ^^wariatami:)...dobijam do Was:)...zwlaszcza po tym co przeczytalem.Znaczy mam swoje przekonania na te klimaty a Wasza hisoria daje mi wiekszego kopniaka:) za co dzieki...do tego czasu chyba zapomnieliscie juz o doglaskaniu chatki po swojemu?...Pozdrawiam i zycze?.......szczescia napewno nie bo je macie:).......zdowia napewno, kasiorki no i pociechy z TEGO Coscie nabroili:):)...

    OdpowiedzUsuń
  15. Stare domy chyba tak działają na ludzi ;) My szukaliśmy czegoś wychuchanego, od razu do zamieszkania a wylądowaliśmy ze staruszkiem do kapitalnego remontu ;)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. o matko..... ja dzisiaj własnie mam ten sam dylemat.... Witaj, trafiłam przypadkiem i już rozglądam się żeby Twój dom zobaczyć :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Dla chcącego nic trudnego :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nasi bliscy znajomi również zdecydowali się na zakup bardzo starego i w sumie opuszczonego dworku na przedmieściach. Jego cena była niemal połowę niższa od rynkowej, dzięki czemu różnicę w kosztach wydali na jego generalny remont. Dom obecnie wygląda niczym z bajki..
    My z mężem niestety skusiliśmy się na kupno nowego mieszkania w nowo wybudowanym osiedlu, też jest fajnie.

    OdpowiedzUsuń
  19. Tak miało być i tyle;) Wystarczy chcieć i działać.

    OdpowiedzUsuń
  20. My z moim partnerem też kupiliśmy stary domek na Mazurach, a dokładniej w Mikołajkach. Przy kupnie współpracowaliśmy z poleconym przez przyjaciółkę vivapolem mazury i świetnie wspominamy współpracę :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Z tymi mieszkaniami i remontami to zawsze jest dużo zabawy! Ja polecam zerknąć sobie na mieszkania na sprzedaż wrocław centrum i znaleźć coś, co nie wymaga remontów :D Ja tylko czekam na przeprowadzkę - jeden remont i spokój na 5 lat :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Cześć,

    Jesteśmy tu po raz kolejny, aby kupić nerki dla naszych pacjentów i zgodzili się zapłacić dobrą sumę pieniędzy każdemu, kto chce ofiarować nerki, aby je uratować i tak Jeśli jesteś zainteresowany byciem dawcą lub chcesz uratować Życie, musisz napisz do nas e-mail poniżej.

    Jest to okazja, aby być bogatym w porządku, zapewniamy i gwarantujemy 100% bezpieczną transakcję z nami, wszystko odbywa się zgodnie z prawem nakłaniającym dawców nerek.
    Więc marnuj więcej czasu, uprzejmie napisz do nas na irruaspecialisthospital20@gmail.com

    Szpital Specjalistyczny Irrua.

    OdpowiedzUsuń