sobota, 2 października 2010

Remont, czyli co się działo w grudniu 2009 i styczniu 2010



 Zima nie sprzyja pracom remontowym, ani ... przeprowadzkom, my jednak 04 grudnia musieliśmy opuścić nasze poddaszowe, przytulne mieszkanko, które to sprzedaliśmy naszym znajomym i teraz od nich wynajmowaliśmy. Oni z kolei znaleźli dom i postanowili sprzedać "nasze" mieszkanie, aby móc go kupić. Sytuacja skomplikowała się, byliśmy z nimi umówieni, że możemy mieszkać do zakończenia remontu, a tu nagle taki zwrot akcji. Oczywiście nie mieliśmy do nich pretensji, okazja kupna domu za dobre pieniądze przecież nie trafia się zbyt często. Tak więc zaczęliśmy przeszukiwać ogłoszenia z mieszkaniami do wynajęcia. Zdecydowaliśmy się na pierwsze, które zobaczyliśmy, było duże, więc z powodzeniem pomieścimy w nim cały nasz "dobytek", standard bardzo przeciętny, ale oczekiwania właściciela, co do kwoty najmu - znośne, no i nie przeszkadzały mu nasze koty. Był jeszcze jeden aspekt za, mianowicie ścisłe centrum, uznaliśmy to za ciekawe doświadczenie, oboje marzymy o życiu na wsi i świętym spokoju, a tu nagle wybór padł na centrum miasta. Teraz, po prawie 10 miesiącach mieszkania tu, wiemy, że wyprowadzka na wieś, to najlepszy pomysł na jaki mogliśmy wpaść!!!

Jeśli chodzi o samą przeprowadzkę, to z całym przekonaniem stwierdzam, że nie jest to moje ulubione zajęcie, ba, jestem szczęśliwa, że czeka mnie jeszcze tylko jedna (oby ostatnia!) - na naszą ukochaną wieś. Koty przeprowadzkę zniosły dzielnie. Szara od razu poczuła się jak u siebie, Plamka natomiast 3 dni przesiedziała pod kołdrą, z sercem bijącym jak oszalałe, po czym zadomowiła się, w sumie to myślałam, że będzie gorzej!

Jeszcze jedno spostrzeżenie mi się nasunęło, naprawdę nie wiem skąd my mamy tyle rzeczy i jak udało nam się je pomieścić na 40 mkw. Teraz rozpakowaliśmy tylko najpotrzebniejsze rzeczy, reszta leży w kartonach, sami nie pamiętamy już, co tam dokładnie mamy, będziemy mieć niespodziankę, jak je otworzymy już w naszym domu!!!

Nie ukrywam, że nie było mi łatwo opuścić nasze mieszkanie, włożyliśmy w nie dużo serca i pracy. Gdy zdecydowaliśmy się na sprzedaż cieszyłam się, że będą w nim mieszkać nasi znajomi. Los chciał inaczej. Oby innym mieszkało się tak dobrze, jak nam. Przeżyliśmy tam wspólnie prawie 8 lat  i były to cudowne chwile!

Jeśli chodzi o prace remontowe, to naszym priorytetem w grudniu było zamknięcie dachu, 12 grudnia membrana była już położona na części dachu, od strony łąk. Całkowicie udało się ją położyć dopiero 30 grudnia! Tak więc znamy uczucie, gdy śnieg pada do domu! Nie były to łatwe chwile, ale udało się je przetrwać. Ważne jest w takich momentach, aby nie łapać "dołów " jednocześnie! Wtedy jedna strona podtrzymuje na duchu drugą :)


19 grudnia przyjechał transport z dachem. Nie obyło się bez trudności, okazało się, że auto nie dojedzie do nas pod dom i na dodatek nie jest wyposażone w HDS. Na nasze szczęście, we wsi mamy znajomego, który ma HDS. Dachówki więc wylądowały u niego!!! Ale byliśmy szczęśliwi, że już są!


Pan Zbyszek ręcznie wykonał i zamontował "głowice":


 Taki samochód przywozi nam piach ... i nie ma żadnych trudności z dojazdem:


30 grudnia udało nam się jeszcze kupić kominek .

A to już zdjęcia z zimowych spacerów po okolicy:


Na taki oto ślad natrafiliśmy (obok zostawiłam swój, aby porównać wielkość), czy ktoś wie do kogo może należeć?




10 komentarzy:

  1. Z wielkim zaciekawieniem śledzę losy wszystkich odważnych, podejmujących krok przeprowadzki na wieś. Jestem pełna podziwu i zapału. Przypominają Mi się całkiem nieodlegle czasy, gdy My mieliśmy taki plan. Edukacja córki zatrzymała Nas w mieście :-( Dzisiaj córka już pracuje, a My ciągle w mieście :-)
    Pozdrawiam i proszę o więcej

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak poogladalam sobie zdjecia zimy, przypomnialam sobie, ze przeciez bardzo ja lubie, a jak sie cos lubi to glupio tak drzec przed ta szybko sie zblizajaca :) chcialabym taka ze sniegiem, tropami ( nie mam pojecia niestety co to za stwor zostawil ten ze zdjecia )..tu w UK mam tylko przymrozki, mnostwo deszczu i lodowaty wiatr :)

    Fajnie sie czyta o Waszych zmaganiach remontowych!

    OdpowiedzUsuń
  3. mysle,ze to zajaca,tylko przysypany sniegiem. rowniez bym chciala do starego domu na wsi,tylko...nie wiem jak to rozwiazac finansowo :) i z czego potem zyc,bo do stalej pracy z TAKIEJ pieknej zimy to trudno dojechac...pozdrawiam i zycze najlepszego!

    OdpowiedzUsuń
  4. Remont to może wykończyć człowieka...A już remont domu, w którym się aktualnie mieszka - mówię Wam - koszmar! Tylko, że nam z naszym totalnym zwierzyńcem chyba nie udałoby się nic wynająć...

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj tak... zima nie sprzyja pracom remontowym... dlatego tak spieszymy się przed pierwszym śniegiem z zabezpieczeniem czego się da. Teraz etap nowych okien. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. E tam, nic nie powiemy.
    Bo dech nam zaparło na widok tego śniegu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Duży ten dach..takim samochodem to i na Syberię można się wybrać. Nawet do mnie by dojechał :)..też mi się wydaje, że ślad zająca ;)
    No ja też remontuje i mieszkam. I o wszystko się człowiek potyka, mało co ma jeszcze swoje stałe miejsce, a przy gipsowniu, czy szlifowaniu podłogi, wszędzie pył osiada. A przy lakierowaniu wszędzie pachnie. Całej powierzchni się nie da, bo trzeba jakoś przechodzić. Masakra :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Oj, podziwiam Was... ze w taaakim sniegu zmagaliscie sie z dachem! Jak Wy tego wszystkiego dokonaliscie?!
    To u mnie troche lepiej, choc ja zmagam sie z deszczem.
    A te recznie wykonane "glowice" sa naprawde piekne.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  9. MariaPar - czy my odważni, to nie wiem, ale szaleni to chyba tak, a u Ciebie w Przycupie, to jak na wsi jest, marzę o takim zakątku u siebie :)

    Issy - ja też lubię zimę, ale właśnie taką prawdziwą, ze śniegiem i mrozem, a nie z chlapą czy ciągłą szarówą!

    joanna - mówisz, że to zając! przyznam, ze liczyłam na jakieś większe zwierzę ;) ale zajączki też lubię! A jeśli chodzi o dojazd do pracy, to tylko 15 km mamy :) A jak nas zasypie, tak że nie będziemy mogli wyjechać, to będzie prawie, jak na wagarach ;) Oby nas często, no może nie często, ale raz na jakiś czas ... zasypywało!

    Asia i Wojtek - Ja Wam zazdroszczę - tak pozytywnie, że Wy już mieszkacie i podziwiam jednocześnie, bo wiem, że nie jest to łatwe - godzić z remontem ...

    Słoneczne niezapominanie - teraz pogoda, jak marzenie, u Was chyba też? A okna widziałam już wstawione, gratuluję!

    ZiŁ - jak zobaczycie zdjęcia zimy z lutego, to może oddech zaprzeć Wam jeszcze bardziej! Było hardcorowo ;)

    Grey Wolf - dach 300mkw, dał nam popalić, oj dał... Podziwiam Twoje zmagania mieszkalno-remontowe ;)

    amelia10 - dach to nasza prawdziwa zmora, jego wymiana trwała najdłużej i momentami myślałam, że to się nigdy nie skończy! jeśli chodzi o "głowice" i inne prace ciesielskie, to nasz majster jest nieoceniony :)

    Pozdrawiam Wszystkich czytających bardzo, bardzo serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  10. Heh! U nas było mało zdjęć domu i tego cośmy robili ponieważ jeszcze do niedawna obowiązywała ścisła wewnętrzna cenzura. :D (Baliśmy się o nasze prawa rodzicielskie do Prezesa, jakby tak Dziadkowie zobaczyli w co żeśmy się władowali. :D ) Teraz już jest luz, Dziadkowie "oswojeni" i trzymają kciuki, ale mamy przerwę zimową i czas na zaglądanie do innych. Fajnie, że trochę wariatów na świecie jeszcze jest. To budujące. :D Pozdrawiamy serdecznie i podziwiamy.

    OdpowiedzUsuń